„Łowcy miodu”

Jestem właśnie po przedpremierowym pokazie filmu „Łowcy miodu” w reżyserii Krystiana Matyska. Obejrzałam go w towarzystwie mojej 8 letniej córki. Miałam obawy czy przebrnie przez 75 minutowy dokument. Niepotrzebnie. To film od 7 do 107 lat. Powinien trafić do każdej szkoły jako film edukacyjny bo trudno sobie wyobrazić lepsze ujęcie tematu dotyczącego życia pszczół. Reżyser ukazuje szereg niebezpieczeństw jakie grożą ludzkości z powodu masowego ginięcia pszczół. Film otworzył mi oczy na tradycyjny sposób produkcji miodu jakim jest bartnictwo. Musicie to zobaczyć na filmie, bo żadne słowa tego nie opiszą. Cieszy mnie, że ten fach odradza się w Polsce, a pierwsze kroki są stawiane w Puszczy Augustowskiej. Wreszcie Polacy doczekali się pierwszego pełnometrażowego, wysokobudżetowego filmu przyrodniczego na miarę BBC.


Z wielką obawą obserwuję wdzierający się do rolnictwa przemysł przynoszący niszczycielskie skutki. Nikt już nie ma wątpliwości, że intensyfikacja rolnictwa a przede wszystkim stosowanie pestycydów wchłanianych przez roślinę jest śmiercionośne dla owadów. To rola rządów aby regulować wielkość użycia pestycydów, nie dopuszczać do stosowania tych szczególnie szkodliwych jak neonikotynoidy, których działanie porównuje się do DDT stosowanego w potężnych ilościach w latach 60. Kolejnymi przyczynami ginięcia pszczół jest utrata naturalnych siedlisk poprzez wycinanie lasów, stosowanie upraw monokulturowych i sztucznych nawozów azotowych. ONZ szacuje, że od pszczelego zapylania zależy około 70% upraw, które łącznie stanowią 90% zasobów żywności.



Nasuwa się pytanie czy korzystając z dobrodziejstw chemii i „nowoczesnych” sposobów produkcji żywności nie skazujemy się na podobny los jaki zgotowaliśmy pszczołom?

Twórcy filmu podkreślają, że każdy może przyczynić się do ocalenia pszczół. Nie bądźmy obojętni i głusi. Po pierwsze zadbajmy o nasze ogrody i balkony aby przeważały w nich miododajne rośliny. Ja to czynię od lat obsiewając działkę lawendą, szałwią i wrzosami. Po drugie kupując naturalnie wytwarzane miody wspierajmy rozwój pszczelarstwa. Z każdej wyprawy po Polsce czy za granicę wracam z regionalnym miodem. Ostatnio w Bieszczadach chodząc po górach natrafiłam na gospodarstwo do którego nie omieszkałam wstąpić i zapytać o miód. Wyszłam z niego z trzema litrami miodu. To są moje najcenniejsze zdobycze. Po trzecie sami zostańmy pszczelarzami stawiając ule, niektórym może się to wydać niedorzeczne ale mnie już od dawna chodzi po głowie taka myśl. Czy wiecie, że w Warszawie na dachu jednej z galerii handlowych, która może poszczycić się kwiatowym ogrodem znajduje się miejska pasieka. Chciałabym się tam kiedyś znaleźć.

Ja natomiast, jako specjalista żywienia człowieka, nie mogę nie wspomnieć o zdrowotnych aspektach spożycia produktów pszczelarskich, którym można nadać miano Super Żywności. Zadziwia mnie fakt, że sposób karmienia larwy decyduje o tym kto zostanie królową. Dowodzi to jak kluczowe znaczenie ma to co jemy. Pszczoły-robotnice wybierają z roju tylko jedną larwę, którą karmią mleczkiem pszczelim powstającym w gruczole gardłowym pszczoły. Różnica między królową a robotnicą sprowadza się tylko do diety. Królowa podczas swojego życia składa około ćwierć miliona jaj i żyje do pięciu lat natomiast robotnica dożywa najwyżej 3 miesięcy.

Produkty pszczele zasługują na poświęcenie im chwili uwagi. Wielu badaczy podkreśla bioaktywne właściwości miodu. Jest on bogaty w minerały, przeciwutleniacze , probiotyki i enzymy. Bogactwo przeciwutleniaczy spowalnia oksydację „złego” cholesterolu we krwi a dopiero w takiej formie odkłada się on w postaci płytki miażdżycowej i stanowi zagrożenie dla zdrowia. Połowa zgonów w Polsce to nadal choroby sercowo-naczyniowe spowodowane przez miażdżycę. Warto więc włączać do diety „zdrową” słodycz zamiast przetworzonych wyrobów cukierniczych.

Wspomniane mleczko pszczele jako pokarm królowej spowalnia procesy starzenia, pomocne jest w leczeniu zaburzeń hormonalnych, miażdżycy a nawet stosuje się je w chorobie Alzheimera. Pierzga (pyłek pszczeli) to chyba jedno z najbardziej kompleksowych źródeł substancji odżywczych obecnych w naturze. Posiada bardzo wysoką zawartość przeciwutleniaczy neutralizujących wolne rodniki. Ma właściwości regenerujące organizm po wysiłku fizycznym. Dzięki dużej zawartości witamin z grupy B wzmacnia naszą odporność na stres. Dzięki zawartości enzymów wspomaga procesy trawienne. Kolejnym produktem jest propolis (kit pszczeli), który pszczoły wykorzystują do ochrony przed rozwojem rozmaitych chorób, którym sprzyja gorący, zatłoczony ul. Zawarte w propolisie bioflawonoidy mają silne działanie antybiotyczne, przeciwgrzybicze i przeciwbakteryjne.

Jak dotąd naukowcom nie udało się do końca odkryć składu produktów pszczelarskich ani uzyskać ich w postaci syntetycznej. Mnie to akurat cieszy, że natura ma jeszcze tyle do ukrycia. My konsumenci możemy czuć się bezpieczni bo przemysł spożywczy nie może nam wmówić, że oferuje nam kolejny „cudowny” produkt spożywczy, któremu nadaje się miano identycznego z naturalnym.

Jaki miód wybrać? Nie byłabym sobą gdybym nie powiedziała ekologiczny, bo mamy wtedy pewność, że nie zawiera pozostałości pestycydów i powstał w pełnym poszanowaniu środowiska. Dobrze aby był dziki czyli pochodzący z naturalnie rosnących roślin i kwiatów, niepodgrzewany i niefiltrowany. Poszukajmy własnego źródła, porozmawiajmy z producentem na targu, bazarze, zadajmy mu kilka pytań aby upewnić się, że oferowany przez niego miód jest warty naszej uwagi. Cóż wart jest miód pochodzący od pszczół karmionych syropem fruktozowym a kwiaty i drzewa opryskiwane są toksycznymi pestycydami.

Życzę czytelnikom dużo słodyczy, zdrowia i sił witalnych.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...